Rzekomy pomór drobiu i zagrożenie dla sektora drobiarskiego
Polska branża drobiarska stoi w obliczu narastającego problemu, który może zagrozić nie tylko dużym fermom komercyjnym, ale także tradycyjnym, przydomowym hodowlom. Wzrost liczby ognisk rzekomego pomoru drobiu budzi coraz większy niepokój wśród specjalistów i hodowców. Pomimo dostępności skutecznych szczepionek oraz wprowadzenia obowiązku szczepień, sytuacja epidemiologiczna w kraju systematycznie się pogarsza, co zmusza branżę do poszukiwania radykalnych rozwiązań.
Czym jest rzekomy pomór drobiu?
Rzekomy pomór drobiu, znany także jako choroba Newcastle (ND), to jedna z najbardziej rozpowszechnionych i wysoce zakaźnych chorób układu oddechowego ptaków, występująca na całym świecie. Sprawcą schorzenia jest RNA-wirus z rodziny Paramyxoviridae, posiadający otoczkę i jednoniciowy, niesegmentowany genom. Patogen rozprzestrzenia się drogą kropelkową – zarówno przez układ oddechowy, jak i pokarmowy, co sprawia, że transmisja wirusa zachodzi wyjątkowo łatwo i szybko.

Choroba może atakować ponad 230 gatunków ptaków, a wrażliwe są osobniki w każdym wieku. Wirus powszechnie występuje w hodowlach przyzagrodowych, a niewłaściwa bioasekuracja oraz błędy w praktyce produkcyjnej znacząco ułatwiają jego rozprzestrzenianie się. Dodatkowo międzynarodowy transport ludzi, sprzętu i produktów drobiarskich stanowi istotny czynnik ryzyka.
Objawy choroby i jej przebieg
Okres wylęgania choroby trwa od 2 do 15 dni. Objawy kliniczne zależą od stopnia zjadliwości szczepu wirusa, które klasyfikuje się jako lentogeniczne (łagodne), mezogeniczne (średnio zjadliwe) oraz wiscerotropowe welogeniczne (wysoce zjadliwe, vvNDV).
W przypadku zakażenia łagodnymi szczepami obserwuje się przede wszystkim łzawienie oraz obrzęk tkanek wokół oczu. Szczepy o średniej zjadliwości powodują kaszel, duszności oraz zwiększoną liczbę upadków ptaków. Zakażenie może negatywnie wpływać na niosność i jakość jaj – nierzadko pojawia się depigmentacja skorupy. W najcięższych przypadkach dochodzi do skrętu szyi (torticolis), porażeń, krwawej biegunki, a przy zakażeniu wysoce zjadliwymi szczepami – do ekstremalnie wysokiej zachorowalności i śmiertelności sięgającej nawet 90-100%.
Obecna sytuacja w Polsce – narastające zagrożenie dla branży drobiarskiej

Branża drobiarska w Polsce z rosnącym niepokojem obserwuje pojawienie się kolejnych ognisk rzekomego pomoru drobiu. Według Dariusza Goszczyńskiego, prezesa zarządu Krajowej Rady Drobiarstwa – Izby Gospodarczej, sytuacja systematycznie wymyka się spod kontroli, mimo dostępności szczepionek zabezpieczających przed tą chorobą.
Od 13 maja 2025 roku szczepionka na rzekomy pomór drobiu jest obowiązkowa dla kur i indyków. Zgodnie z przepisami, cały drób komercyjny powinien być zaszczepiony. Organizacje branżowe wspólnie wystąpiły do resortu rolnictwa o wprowadzenie obowiązku szczepień, który został wdrożony. Niestety, skuteczność działań ochronnych pozostawia wciąż wiele do życzenia.
Problem z jakością i schematem szczepień
Na polskim rynku dopuszczonych do obrotu jest około 40 różnych szczepionek przeciwko rzekomemu pomorowi drobiu. Dostępne są preparaty żywe (np. szczep B1 lub LaSota), inaktywowane oraz wektorowe, które można podawać różnymi metodami – do wody pitnej lub przez iniekcję.

Główny problem polega na tym, że proces szczepień jest często przeprowadzany nieprawidłowo lub hodowcy stosują najtańsze, a przez to mało skuteczne szczepionki. W tej chwili lekarz weterynarii opiekujący się stadem ma pełną dowolność w wyborze schematu szczepień. Praktyka pokazuje jednak, że taka swoboda nie zawsze przynosi oczekiwane rezultaty.
Kluczem do sukcesu jest wybór takich preparatów, które generują największą odpowiedź immunologiczną i produkują najwięcej przeciwciał. Szczepionki wektorowe, które dają najlepszą odpowiedź immunologiczną, są droższe od innych dostępnych na rynku rozwiązań. W efekcie hodowcy, kierując się oszczędnościami, często sięgają po tańsze, mniej skuteczne opcje. Według prezesa Krajowej Rady Drobiarstwa, w obecnej sytuacji epidemiologicznej różnica kilku groszy nie powinna decydować o wyborze tańszych schematów szczepień.
Przydomowe hodowle – główny rezerwuar wirusa
Presja wirusa w Polsce jest bardzo duża, a jednym z głównych powodów tej sytuacji jest ogromna popularność hodowli przydomowych. Według wybitnych profesorów zajmujących się pobieraniem prób terenowych, to właśnie gospodarstwa przydomowe stanowią główny rezerwuar wirusa. W takich niewielkich hodowlach znajduje się bardzo dużo patogenu, a stamtąd w łatwy sposób dochodzi do transmisji wirusa do gospodarstw komercyjnych.

Nawet jeśli drób na fermach komercyjnych jest wyszczepiony, ale w niedokładny sposób, wirus potrafi przeniknąć i doprowadzić do zakażenia całego stada. Problem nasila fakt, że w internecie można znaleźć ogłoszenia o sprzedaży kur niosek z adnotacją, że są niezaszczepione. To bardzo nieodpowiedzialne zachowanie, które może prowadzić do ogromnych szkód na dużym obszarze.
Możliwe rozwiązania – od obowiązku szczepień po likwidację hodowli
Potrzebne są zdecydowane decyzje. Wiadomo, że to bardzo trudny i kontrowersyjny temat, ale gospodarstwa przydomowe liczące kilka czy kilkanaście kur stanowią rezerwuar wirusa, który zagraża całej branży. Po pierwsze, konieczne jest zaszczepienie gospodarstw komercyjnych w najlepszy możliwy sposób, aby odpowiedź immunologiczna była jak najwyższa. Po drugie, trzeba pochylić się nad hodowlami przydomowymi i opracować system skutecznej profilaktyki.
Jeżeli szybko się tego nie zrobi i nie uda się zapanować nad sytuacją epidemiologiczną, drugą opcją pozostaje całkowita likwidacja przydomowych hodowli drobiu. Taki scenariusz może jednak spotkać się z ogromnym sprzeciwem społecznym, biorąc pod uwagę długoletnią tradycję hodowania kur w przydomowych kurnikach na polskiej wsi.
Podsumowanie
Rzekomy pomór drobiu stanowi obecnie jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla polskiej branży drobiarskiej. Pomimo wprowadzenia obowiązku szczepień i dostępności skutecznych preparatów, liczba ognisk choroby systematycznie rośnie. Głównym problemem pozostaje niedostateczna kontrola nad przydomowymi hodowlami, które stanowią rezerwuar wirusa, oraz niewystarczająca jakość procesów szczepienia w gospodarstwach komercyjnych. Branża drobiarska stoi przed trudnymi decyzjami – od wprowadzenia obowiązkowych schematów szczepień, przez objęcie kontrolą gospodarstw przydomowych, aż po ewentualną likwidację małych hodowli. Biorąc pod uwagę ogromne straty ekonomiczne, jakie generuje ta choroba na poziomie globalnym, działania muszą być szybkie i zdecydowane, aby uchronić polski sektor drobiarski przed poważnym kryzysem.
Źródła:
